Adoptowali psa zaledwie kilka dni temu. Uratował im życie!

Sytuacja miała miejsce parę dni temu w Zgierzu. W nocy, kiedy cała rodzina spała, w mieszkaniu wybuchł pożar. Gdyby pies nie obudził właściciela, cała rodzina by zginęła.

Właściciel zwierzaka, 19-letni Tomek potwierdza, że wszystko zawdzięcza psu Rambo. „Owszem, włączyła się czujka przeciwpożarowa, ale my byśmy na nią nie zareagowali. Chyba mogę powiedzieć, że życie zawdzięczamy psu”, powiedział właściciel gazecie „Fakt”.

Rodzina adoptowała pieska zaledwie kilka dni przez tym tragicznym wydarzeniem. Nie wiedzieli ile będą mu zawdzięczać. Gdyby nie szczekanie psa, Tomek nie obudziłby się i nie zareagował na sytuację. Rodzina mogłaby się udusić od dymu lub ogień mógłby uniemożliwić im ucieczkę.

Koło Tomka spała jego 17-letnia dziewczyna i ich dwumiesięczne dzieciątko. Pies zaczął szczekać i wskoczył na właściciela. Na szczęście Rambo jest sporych rozmiarów psem i skok spowodował natychmiastowe obudzenie Tomka. Młody mężczyzna nie wahał się ani chwili, natychmiast obudził wszystkich domowników i przystąpił do gaszenia pożaru. W walce z ogniem ucierpiały jego ręka i noga.

Wydarzenie miało miejsce około godziny 3 nad ranem. Kiedy Rambo obudził właściciela, ten zobaczył buchające płomienie. W tym samym pomieszczeniu była jego partnerka Roksana i syn Alan, a w lokalu obok babcia i ojciec Roksany.

Kiedy Tomek gasił ogień, rodzina zaalarmowała straż pożarną. Strażacy przyjechali na miejsce w ciągu trzech minut od zgłoszenia. Właściciel Rambo jednak już zdążył poradzić sobie z płomieniami, niestety musi być hospitalizowany z powodu poparzeń drugiego stopnia. Tomek to prawdziwy bohater, który zareagował trzeźwo i obronił swoją rodzinę. Dokonał tego dzięki psu, którego sam adoptował kilka dni wcześniej.

Reklama

„To najważniejsze, że udało się ich uratować. To była naprawdę ciężka sytuacja. Pierwszy raz się w takiej znalazłem i mam nadzieję, że ostatni. Gdyby nie Rambo, nie wiem, co by było” – przyznaje właściciel psa.

„To kwestia instalacji, bo już raz pojawił się ogień pod czajnikiem elektrycznym, wtedy na szczęście nic się nie stało. Teraz, gdyby nie pies nie wiem, jak by się to skończyło” – powiedziała partnerka Tomka Roksana.

Zapisz się na newsletter!

Autor: Olga Weselak

Właścicielka psa, kota i konia. Instruktorka jazdy konnej z legitymacją Polskiego Związku Jeździeckiego i saddle-fitter. W czasie deszczowej pogody przenosi ślimaki z chodnika na trawnik.

Reklama

Podobne artykuły

Reklama

Czytaj dalej

Dodaj komentarz

Reklama